Bębniące krople deszczu
zamazywały szary obraz ulicy za oknem. Pogoda już od dwóch tygodni
była wyjątkowo deszczowa. Pan Stilinski skręcał właśnie w lewo,
kiedy Stiles zaczął mu się uważniej przyglądać. Ostatnio często
pił, ale dzisiaj był trzeźwy. Stilesa nie dziwiło zachowanie jego
ojca. Zastanawiał się, czy on też by się tak zachowywał, gdyby
to jego syn zwariował. Ostatnie dwa tygodnie były bardzo ciężkie.
Jego tata wrócił ze szpitala kilka dni po operacji. A w domu nie
czekała go ciekawa wiadomość. Kiedy przekroczył drzwi do salonu,
na jednym z foteli siedziała pani Alice. Mówiła, że nie chciała
go tak atakować, ale była tym zmuszona. Szeryf musiał jak
najszybciej o wszystkim wiedzieć.
- Rozmawiałam z nim –
Wyglądała na poddenerwowaną, ale mówiła spokojnie, aby nie
wystraszyć pana Stilinskiego. - Dwa dni po pana operacji. Ale prawie
mnie nie słuchał. Ciągle tylko mówił o tej dziewczynie, że jest
gdzieś tam w lesie, że musimy ją znaleźć. Opowiadał o tym, jak
wyglądała jej przemiana. Jest całkowicie pewien, że to mu się
nie wydaje. On uważa, że to zdarzyło się naprawdę. Próbowałam
mu wytłumaczyć, że to wszystko przez emocje, że bał się o pana.
Ale on... - Przerwała. Bała się przyznać do czego zmierza.
- Co ma pani na myśli? Co
mam zrobić? - Zadawał pytania, na które jak się domyśliła
Alece, znał odpowiedzi.
- Obawiam się, że moja
pomoc już tutaj nie wystarczy. Ani żadnego innego zwykłego
psychologa. - Odkąd mężczyzna zaparzył jej herbatę, jeszcze jej
nie tknęła. Pan Stilinski opadł ciężko na oparcie fotela.
- Co mam zrobić? -
Powtórzył. Wyglądał na wykończonego. Najpierw secrce, teraz to.
- Bardzo przykro jest mi
to panu mówić, panie Stilinski, ale w przypadku pana syna,
potrzebna jest tutaj specjalna terapia. Najbliższym psychiatrykiem
jest Dom Echa, kilka kilometrów od Beacon Hills. - Mężczyzna
przetarł oczy dłonią. Kobiecie zrobiło się go okropnie żal. Ale
przecież pomagała. - Niech zostanie tam na kilka tygodni. Lekarze
ocenią jego stan i zobaczymy co dalej. - Wstała i zabrała swoje
rzeczy. Nie miała już czasu wypić herbaty. - Życzę panu zdrowia
– Następnie cichszym głosem dodała – I Stilesowi również.
Widząc, że mężczyzna
nie wstaje, żeby ją odprowadzić, sama ruszyła w stronę drzwi
wyjściowych. Ojciec przez całą drogę się nie odzywał. Stiles
próbował coś powiedzieć, ale słowa jakoś nie chciały mu się
ułożyć w zdania. Przestali rozmawiać od czasu, kiedy Stiles
zaczął namawiać go, aby zaczął szukać owej dziewczyny. Ojciec
nie chciał o tym w ogóle słyszeć. Ale Stiles nie ulegał. Dopiero
kiedy ojciec powiedział mu, że oszalał i że zabiera go do
psychiatryka, Stiles przestał nalegać. Sam zaczął się
zastanawiać, czy nie zwariował. Dojeżdżali już na miejsce.
Dom Echa to obszerny
budynek, ale nie wyglądał na jednego z nowszych. Wysiedli z
samochodu i po schodach weszli do budynku. W środku było niemalże
pusto. Stiles domyślił się, że do tego pomieszczenia pacjęci
mieli zakaz wstępu. Jego też to będzie niedługo dotyczyć.
Podszedli do rejestracji. Stała przy nim młoda kobieta o
sympatycznej twarzy. Czarne włosy miała spęte w kucyka, a na sobie
biały kostium z plakietką.
- Dzięń dobry. W czym
mogę pomóc?
- Przedwczoraj
zarejestrowałem tutaj swojego syna.
Kobieta kliknęła coś na
komputerze. Komputer – to jakiś postęp.
- Nazwisko?
- Stilinski.
Wpisała nazwisko,
wyszukała jeszcze kilka potrzebnych rzeczy.
- Dobrze... - Sięgnęła
pod ladę po średniej wielkości plastikowy koszyk. - Proszę
opróżnić zawartości kieszeni. Wszystko.
Stiles zanużył dłonie
do kieszeni spodni i wyjął z nich tylko gumę do rzucia i kilka
papierków po cukierkach.
- Komórkę i wszystko
inne zostawiłem w domu.
- Świetnie. -
Skomentowała. Schowała koszyk spowrotem pod ladę. Sięgnęła
teraz po klucz z jednej z szuflad. Ponownie spojrzała na ekran
komputera.
- Pokój numer 159 dla
pana... - Zmrużyła oczy, próbując przeczytać jego imię.
- Stiles.
- Dobrze... Zaprowadzę
cię na miejsce.
Odeszła zza biurka i
poszła w stronę schodów. Zatrzymała się przy nich, czekając na
Stilesa. Tymczasem on wpatrywał się w swojego ojca, który
wyglądał, jakby kłócił się z samym sobą.
- Nie zabrałeś swojej
poduszki. Mogę po nią wrócić.
- Tato, jest okay. Dam
sobie radę bez jakiejś tam poduszki.
- A-Ale ty nie możesz bez
niej spać! Nie zostawię cię tutaj samego, jeśli nie będziesz
mógł spokoje przespać choćby jednej nocy!
- Tato, nie spałem
spokojnie ani jednej nocy od kilku tygodni...
Teraz oczy jego ojca
wypełniły się lekko łzami. Nie wiedział co powiedzieć, ale
Stiles nie potrzebował słów. Podszedł do swojego ojca i mocno go
obiął. Po chwili poczuł odwzajemnienie uścisku. Stali tak chwilę
wtulając się w siebie, aż w końcu Stiles zrobił decydujący krok
w tył. Odwrócił się w stronę schodów. Kobieta wyglądała tym
razem na lekko znudzoną. Stiles nabrał wątpliwości co do jej
sympatyczności. Kobieta poszła przodem, po krętych schodach.
Opowiadała coś Stilesowi, ale on nie słuchał. Odkluczyła drzwi z
numerem 159 i gestem ręki zaprosiła go do środka.
- W komodzie masz ubrania
dzienne i piżamę. Zostałeś również zaopatrzony w środki
higieny osobistej. Rozpiskę co do godzin posiłków, spotkań i
lekcji masz na ścianie. Są na niej również wypisane wszystkie
panujące tutaj zasady. Jeszcze godzina do zamykania pokoi, a teraz rozgość się.
I zanim chłopak zdąrzył
coś odpowiedzieć, kobieta zamknęła mu drzwi przed nosem.
- Super. - Rozejrzał się
po pokoju. Był nijaki. Szary, a chyba jedną w nim kolorową rzeczą
była różowa zasłonka. Na lewej łóżko, na przeciwko okno, na
prawo komoda i kolejne drzwi. Stiles zajrzał do środka i zobaczył
małą łazienkę, w której znajdowała się jedynie toaleta i
umywalka. Zapewne prysznice są wspólne dla wszystkich. Położył
się na plecach na niewygodnym łóżku i wpatrywał chwilę w szary
sufit. W sumie, miał jeszcze godzinę. Wstał i zerknął na
regulamin.
"Pacjenci podczas
wolnego czasu mogą poruszać się po dziedzińcu, korytarzach jak i
salonie. Zabrania się wchodzenia do czyjegoś pokoju."
Potem przyjrzał się
planowi dnia. Nie był bardzo skomplikowany. Rano o 8:00 śniadanie,
po śniadaniu 30 minut przerwy, terapia, zajęcia, o 15:00 obiad, po
obiedzie godzina przerwy, terapia, zajęcia, czas wolny do 21:00, o
tej godzinie zamykane są wszystkie pokoje. Była godzina 20:00, a
Stiles nie zamierzał siedzieć w jednym miejscu. Nie tyle co nie
chciał, ale nie pozwalała mu na to jego choroba ADHD jak i zwykła
ciekawość. Zrzucił z siebie ubranie i założył szary komplet,
który otrzymał i czarne tenisówki. Wszedł do łazienki, żeby
przejżeć się w lustrze, ale nawet go tam nie było. Wyszedł z
pokoju i zszedł schodami kilka pięter niżej. Rozglądał się
trochę po korytarzach, ale nie było w nich nic ciekawego. Co jakiś
czas tylko minął jakiś pacjentów. W końcu doszedł na parter. Na
prawo zobaczył ogromne drzwi, które jak się domyślił Stiles,
prowadziły do sali, w której żegnał się ze swoim tatą jeszcze
chwilę temu. Tutaj było znacznie więcej ludzi. Wszyscy, oprócz
terapeutów nosili podobne stroje do tego, co miał na sobie Stiles.
Chłopak rozglądał się po sali, starając się znaleźć kogoś,
kto wyglądałby na tyle normalnego, aby dało się z nim pogadać.
Po drugiej stronie, przy regale z książkami zobaczył chłopaka. Szatyn z poterganą czupryną, troszkę przy kości i o pół głowy
wyższy od niego. Stiles nigdy nie angażował się za bardzo w
zdobywaniu nowych znajomości. Zawsze wystarczał mu Scott. Zbliżył
się do chłopaka i stanął obok niego. Nieznajomy wodził wzrokiem
po stronie książki. Zauważył Stilesa dopiero, kiedy ten się
odezwał:
- Hej, co czytasz?
- "Jasper Jones"
- Ciekawa?
- Bardzo! - Chłopak
niemal krzyknął podekscytowany. - Najlepsza jest końcówka!
Stiles przyjżał się
uważniej książce. Chłopak nie był jeszcze nawet w jej połowie.
- Skąd wiesz jak się
skończy? Czytałeś ją?
Chłopak głośno
zarechotał.
- Pewnie! Dziewięć razy!
- Stiles zrezygnował ze skomentowania tego. - Jesteś nowy, prawda?
Jestem Oliver.
Wyciągnął jedną rękę,
w drugiej ciągle trzymając książkę.
- Stiles – Ujął jego
dłoń. Chyba mógłby polubić tego chłopaka.
- Co cię tu sprowadza,
Stiles? - Poczuł się jak idiota, kiedy odpowiadał na pytanie:
- Wydawało mi się dwa
razy, że widziałem wilka o jarzących się, błękitnych oczach. Za
drugim razem wilk zamienił się dziewczynę i uciekł w głąb lasu.
- Spodziewał się, że ten zacznie się z niego śmiać, albo coś
powie na jego temat, ale ten tylko zapytał bez najmniejszej dyskretności:
- Była naga?
Stiles poczuł się przez
chwilę nieswojo, że chłopak tak głośno zadał takie pytanie,
przy tak wielu ludziach. Ale widząc, że nikt raczej nic nie
usłyszał zaśmiał się cicho pod nosem.
- Pewnie.
- Ekstra. - Chłopak
zamknął książkę i odłożył ją na półkę. - Chciałbym mieć
takie zwidy. - Zaśmiał się. - Widziałeś dziedziniec? - Stiles
odpowiedział mu kręcąc głową. - Oprowadzę cię.
Dziedziniec znajdował się
za budynkiem. Roiło się tam od ludzi w szarych ubraniach. Obaj
zeszli po murowanych schodach. Oliver oprowadzając Stilesa,
wskazywał palcem na różne osoby i opowiadał o tym, jak się tu
znaleźli i skąd przybyli. Stiles dowiedział się, że jest tam mnóstwo osób,
twierdzących, że są Jezusem.
- A tobie co jest? -
Stiles zatrzymał się mniej więcej na środku dziedzińca. - Jak
się tu znalazłeś? - Oliver zatrzymał się na chwilkę i zastanawiał nad czymś. Wyglądał, jakby chciał sobie przypomnieć,
dlaczego tam jest.
- Jestem tu już dość
długo – Przyznał – Mówią, że miałem problemy z
pochamowaniem emocji. Chyba zrobiłem komuś krzywdę.
- Niczego nie pamiętasz?
- Nie. I nie myślę o tym
zbyt dużo. Wypychają mi gardło tymi białymi tabletkami na uspokojenie.
Stiles wyłączył się na
chwilę pogrążając się w myślach, co zdarza mu się bardzo
często.
Rozejrzał się po
okolicy. Dziedziniec był znacznie ładniejszy, niż wewnątrz Domu
Echa.
Zmróżył na chwilę oczy
próbując się przyjrzeć szczegółom w oddali. Nagle jego wzrok
dostrzegł pewną dziewczynę. Stała odwrócona do niego tyłem. Ale
było w niej coś znajomego... Stiles przyglądał się uważnie jej
figurze, odcieniowi jej włosów. Może i był szalony, ale tak czy
siak musiał to zrobić. Szybkim krokiem ruszył w jej stronę.
Usłyszał, jak Oliver pyta się go, dokąd idzie.
- Hej! Hej, ty.. - Poczuł
się strasznie głupio, że właśnie tak krzyczał na dziewczynę,
ale nie znał jej imienia. Dziewczyna odwróciła się w jego stronę
i spojrzała na niego. Stiles zatrzymał się gwałtownie – Hej...
- Jak zwykle odebrało mu mowę – Wiem, że to dziwne pytanie, ale
czy my się wcześniej nie spotkaliśmy? - Dziewczyna patrzyła się
na niego zakłopotana. Stiles zaryzykował i wreszcie zadał dręczące
go pytanie – Nie spotkaliśmy się przypadkiem w lesie dwa tygodnie
temu? - Uderzony pięścią runął na ziemię zdezorientowany.
Dziewczyna już szykowała się, aby ponownie się na niego rzucić,
ale wtedy przez dziedziniec przedarł się krzyk jakiegoś mężczyzny:
- Malia! - Stiles zobaczył
jak ten łapie ją i próbuje unieruchomić jej ręce. - Jeszcze
jeden taki wybryk, pani Tate, a nie skończy się to dla pani dobrze.
Stiles poczuł, jak silne
ręce podnoszą go z ziemi. Nie był to jednak pomocny uścisk.
- Hej, hej! To ona mnie
uderzyła!
Mężczyźni zaczęli
wyprowadzać go z dziedzińca. Ku uldze chłopaka, zaprowadzili go do
jego pokoju. Stiles usiadł na łóżko, próbując pozbierać myśli.
Głowa go strasznie bolała, jak i policzek. Skąd on znał te
nazwisko? Przez dobre 20 minut powtarzał w kółko:
Malia Tate. Malia Tate.
Malia Tate. Malia Tate. Malia Tate.
Aż w końcu olśniony
wyprostował się.
Ta Malia Tate.
Ta Malia Tate.
~ Hello, my Werecuties ♥ ~
Mam ogromną nadzieję, że rozdział Wam się podobał.
Wcale nie jest 00:44 XDD
Ah, ta wena, kiedy jej potrzeba, to jej nie ma, a kiedy jest, to zawsze w nieodpowiednim czasie :)
Właśnie mnie mama zaczęła wyzywać, ale ciii xd
Dziękuję Wam za każdy komentarz, bo to właśnie one mnie zmotywowały do napisania tego rozdziału. I zachęcam oczywiście do komentowania, bo to komentarze dają wenę.
Więcej komentarzy --> większa wena --> szybciej rozdziały <3
Dziękuję Wam, że jesteście ♥
Dobra idę spać, dobranoc :D
xoxoxo




Super rozdział :*
OdpowiedzUsuńNic dodać, nic ująć.
Czekam na next ♡
Nie wiem jak to skomentować. Na świecie jest zbyt mało słów by opisać to jak ten rozdział był genialny. Więc powiem tyle : Świetny
OdpowiedzUsuńGenialny *-*
OdpowiedzUsuńCzekam na next :3
Świetny rozdział :D Nareszcie przeczytałam i już nie mogę doczekać się kolejnego :D
OdpowiedzUsuńSuper pisz tak dalej 💙
OdpowiedzUsuńMegaaa <3 ;}
OdpowiedzUsuńSuper. Ja chcę następny :))
OdpowiedzUsuńSuper. Ja chcę następny :))
OdpowiedzUsuń