Muzyka

środa, 27 stycznia 2016

#4 Trust your instinct

                Budzik stojący na komodzie obudził Stilesa o 7:00. Leniwie wygramolił się z łóżka, musiał przejść na drugą stronę pokoju, aby go wyłączyć. Prztarł oczy palcami, próbując się rozbudzić. Nie spał całą noc. Powodem tego był fakt, że nie potrafi zasnąć bez swojej poduszki, ale i również to, czego się wczoraj dowiedział. Malia Tate została odnaleziona i jest razem z nim w psychiatryku. Stiles próbował zrozumieć, dlaczego dziewczyna go uderzyła, ale nie znał na to żadnego sensownego wyjaśnienia. Zabrał z komody czyste ubrania, ręcznik i płyn do mycia, który również otrzymał. Szarpnął za klamkę, drzwi były już otwarte. Na początku miał mały problem ze znalezieniem pryszniców, ale w końcu znalazł białe drzwi, a dalej w tyle kolejne. Otworzył te z oznaczeniem dla mężczyzn. Ze środka buchnęła para. Stilesa zapiekły oczy, zamrugał kilkakrotnie i w końcu wszedł do środka. Podszedł do jednej z umywalek. Ubrania i ręcznik powiesił na wieszaku obok, a płyn postawił na umywalce. Przemył twarz chłodną wodą, aby wyrwać się ze zmęcznia. Wytarł twarz w ręcznik, przejrzał się w lustrze, ale było zaparowane. Przetarł dłonią zaparowane lustro. Poprawił włosy wpatrując się w swoje odbicie. Jego wzrok dostrzegł w oddali prysznice, a w jednym z nich...
Dziewczynę.
A dokładnie Malię Tate.
Stała do niego tyłem, ale głowę miała obróconą w jego stronę. Uśmiechała się do niego wesoło. Stiles zszokowany wykonał obrót. Dziewczyna nadal tam była z tym samym uśmieszkiem na twarzy. Szybko obrócił się z powrotem plecami do niej. Wydał zławiony dźwięk.
- Nie martw się, nie wszedłeś przez przypadek do damskiej toalety.
- Dzięki Bogu. - Zerknął jeszcze na chwilę na odbicie dziewczyny. Tym razem patrzyła się przed siebie. Stiles obrócił się lekko w prawo, stał teraz do niej bokiem. Odchrząknął lekko – Więc co... Co ty robisz w męskiej łazience?
- Biorę prysznic.
- Widzę. To znaczy, widziałem. To znaczy, nie żebym coś widział, naprawdę. Było za dużo pary... Nie, żebym chciał, żeby było mniej pary...
- Słuchaj, nie obchodzi mnie to. - Stiles skarcił siebie w myślał za każde idiotyczne słowo. Cieszył się, że dziewczyna mu przerwała, nie wiadomo co głupiego mógłby jeszcze palnąć. - W lesie nie było żadnych damskich i męskich toalet.
Stilesa zamurowało. Skąd ta dziewczyna wiedziała, na czym polega obsesja Stilesa? Czy ona właśnie się z niego naśmiewała?
- I jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, to tutaj woda jest znacznie cieplejsza niż w damskiej toalecie. Odkąd zamieniłam się z powrotem w człowieka, jestem ciągle zmarznięta.
Stiles zastanowił się chwilę. Nie miał zamiaru dać się wyśmiewać, za to co widział. Albo raczej, za to co mu się wydaje, że widział.
- Może masz po prostu niską temperaturę rdzenia? A może jesteś chora...
- Albo po prostu przywykłam no noszenia futra? - Dziewczyna po raz kolejny przerwała mu w środku zdania. Stiles przestał się z nią kłócić. Zamierzał po prostu poczekać, aż Malia się ubierze i wyjdzie, żeby on mógł się umyć. Usłyszał piszczący dźwięk zakręcającego się korka. Stiles zerknął lekko w jej stronę. Dziewczyna chwyciła ręcznik i wyszła spod prysznica, ale nie okryła się nim. Szła w jego stronę.
- Teraz się patrzysz. - Chłopak zapatrzył się i teraz szybko wbił wzrok w podłogę.
- Nie, wcale nie.
- Więc co robisz? - Kątem oka zobaczył, że dziewczyna już okryła się ręcznikiem. Powoli obrócił się w jej stronę.
- Zastanawiałem się, dlaczego mnie uderzyłaś.
- Myślałeś, że ci podziękuję? - Stiles się nie odzywał. Poprostu patrzył się na dziewczynę starając się zrozumieć, o co jej w tym wszystkim chodzi. - Okej, jak masz na imię?
Po chwili odpowiedział zachrypniętym głosem:
- Stiles.
- Okej, Stiles. Dziękuję ci. Dzięki za przemienienie mnie z powrotem w człowieka, żebym mogła codziennie patrzeć mojego ojca i zastanawiać się... - Jej głos lekko zadrżał – I zastanawiać się jak mu powiedzieć, że w dzieciństwie zamieniłam się w zwierze, zagryzłam naszą rodzinę i przez dziesięć lat żyłam w ciele wilka, kiedy on myślał, że zostałam porwana. Jak myślisz dlaczego tutaj jestem!? Powiedziałam mu to. Powiedziałam mu prawdę, a on stwierdził, że oszalałam! I przyprowadził mnie tutaj!
Oszalałaś – pomyślał.
- Nie rozumiem, co to ma wspólnego ze mną?
W dziewczynie coś eksplodowało. Chwyciła mocno jego koszulkę w garści i przygwoździła go do ściany. Stiles był zszokowany, a siła dziewczyny była tak ogromna, że przez chwilę nie mógł złapać oddechu, przez uderzenie pleców o ścianę.
- Przestań sobie ze mną pogrywać, jasne? Byłeś tam! Byłeś tam kiedy się zamieniłam i zabiłam swoją rodzinę i byłeś tam, kiedy z powrotem zamieniłam się w człowieka! Jak to zrobiłeś, co? Jak mnie zamieniłeś i jak z powrotem przywróciłeś!? - W jej oczach Stiles widział czystą odrazę oraz nienawiść. Zdawało mu się, że przez chwilę głęboko z jej brązowych oczach dostrzegł migający morski odcień błękitu.
- O co ci chodzi!? To mi się wydawało! To wszystko to były tylko halucynacje!
Malia puściła jego koszulkę. Miała grobowy wyraz twarzy.
- Oh, czyżby? A czy ja jestem tylko halucynacją? - Stiles zmierzył dziewczynę. W głowie miał mętlik. - To zdarzyło się naprawdę, jak możesz w to nie wierzyć? Przycież widziałeś! Jeśli nikt inny mi tutaj nie wierzy, to chociażby ty powinieneś! - Jej głos lekko drżał. Stiles przez chwilę myślał, że dziewczyna się rozpłacze, ale nie wyglądała na tego typu dziewczynę. - Proszę cię, powiedz, że wierzysz w to co widziałeś.
Chłopak się nie odzywał. Najwyraźniej Malia nie miała zamiaru dłużej czekać. Zabrała swoje rzeczy i boso wyszła z łazienki. Stiles wstrząśnięty zdjął z siebie ubranie, zabrał płyn do mycia, który zostawił na umywalce i wszedł pod ten sam prysznic, pod którym chwilę temu myła się Malia. Poczuł gorąco wody lejące się po jego skórze, karku, barkach, klatce piersiowej i plecach. Wziął szybki prysznic, ale w miedzy czasie doszedł do wniosku, że musi jeszcze raz porozmawiać z tą dziewczyną. Może jakimś cudem naprawdę nie zwariował?

               Stiles po przebraniu się wrócił do swojego pokoju. Przesiedział tam tylko 10 minut, po czym o 8:00 wstawił się na stołówce. Kiedy dostał swoją porcję składającą się z kanapki i jakiejś sałatki, rozejrzał się za wolnym miejscem. Kilka stolików dalej zobaczył Olivera kiwającego mu, wysoko unosząc rękę. Dosiadł się do niego. Oliver błyskawicznie zjadł swoją porcję, ale nie wydawał się nasycony. Stiles po posiłku pokręcił się z nim po dziedzińcu, mieli jeszcze pół godziny wolnego czasu. W międzyczasie szukał wzrokiem Malii, ale nigdzie jej nie widział. Oliver opowiedział mu trochę o tym, jak wyglądają zajęcia. Zazwyczaj tutejszy pedagog, w tym przypadku niejaka pani Marin przygotowuje dany temat psychologiczny, na przykład: lęk, radość, smutek. Rozmawiają o swoich odczuciach i wyrażają swoje zdanie. Oliver i Stiles ruszli do sali w której mieli odbyć swoje zajęcia. Stiles starał się zapamiętać drogę, żeby nie mieć potrzeby prosić kogoś o pomoc, kiedy będzie musiał iść tam kolejny raz. Weszli przez białe drzwi. W środku było jasno. Pierwszą rzeczą jaką dostrzegł Stiles, były krzesła ustawione w koło. Na niektórych już zajęli miejsce pacjęci, inne były jeszcze puste. Stiles i Oliver zajęli miejsca obok siebie. Oparł się o oparcie krzesła i poczuł ból. Plecy miał ciągle obolałe od uderzenia o kafelki ściany w łazience. Pomasował kark i lekko stęknął. Poczuł, że ktoś się mu przygląda. Na przeciwko Stilesa siedziała Malia. Chyba lekko rozbawiło ją zachowanie Stilesa. Teraz już wszystkie miejsca były zajęte. Kobieta o długich, ciemnobrązowych, rozpuszczonych, prostych włosach otworzyła zieloną teczkę z której wyjęła jakąś kartkę, a potem spowrotem zamknęła ją.
- Witam wszystkich. Dołączyło do nas wczoraj dwóch kolegów, proszę przywitajcie... - Przeczytała coś na kartce – Bruce'a – Z jednego z krzeseł podniósł się chłopak o chudej twarzy, dziwnie długiej szczęce i czarnych potarganych włosach. Lekko skinął głową do pani Marin. - I drugiego kolegę... - Zacięła się, próbując przeczytać jego imię. Stiles wstał.
- Stiles. - I również skinął głową w jej kierunku. Kobieta uśmiechnęła się lekko. Stiles zobaczył kątem oka, jak Malia się mu przygląda. Usiadł z powrotem na swoje miejsce.
- Dobrze, mam nadzieję, że będziecie się tutaj dobrze czuli i będziecie chętni, aby sobie pomóc. - Stiles kiwnął głową w potwierdzeniu. Domyślił się, że tamten chłopak zrobił to samo. - W takim razie zacznijmy od sprawdzenia obecności.
Pani Marin zrobiła tak jak powiedziała. Po sprawdzeniu obecności ogłosiła temat dzisiejszych zajęć, a mianowicie: poczucie winy.
- Malia, mówiłaś coś ostatnio na temat poczucia winy.
- Mówiłam, że boli mnie wtedy żołądek.
Stiles próbował być skupiony na zajęciach, ale większość jego myśli krążyła wokół tamtej nocy, kiedy wilk na oczach Stilesa zamienił się w dziewczynę. Nie patrzył wtedy na nią zbyt długo, ale starał się przypomnieć sobie wygląd jej twarzy. Teraz spojrzał na Malię. Odwzajemniała jego spojrzenie. I pomimo, że Stiles wiedział, jak bardzo jest to absrdalne, ale ta dziewczyna, którą widział była tak bardzo podobna do tej, która właśnie teraz przed nim siedzi. Tak bardzo podobna, że mogłaby być nią.
- Stiles, a jak ty odczuwasz poczucie winy?
Stiles był w tym momencie wyłączony, także poprosił o powtórzenie pytania.
- Denerwuję się wtedy.
Pani Marin nie zadawała mu na szczęście więcej pytań. W pewnym momencie spojrzała na wiszący po jej lewej zegar i oznajmiła koniec zajęć. Wszyscy leniwie ruszyli w stronę wyjścia. Pani Marin zawołała jeszcze za Stilesem.
- Stiles, czy mógłbyś ze mną na chwilę porozmawiać? - Chłopak skinął głową. Poczekali, aż wszyscy opuszczą salę. Ostatnia osoba zamknęła za sobą drzwi. Stiles odwrócił się, aby być twarzą do kobiety. Nie wyglądała na taką spokojną i delikatną jak chwilę temu. Wyglądała poważnie.
- Chciała pani ze mną rozmawiać?
- Tak. To bardzo ważne i musisz mnie uważnie słuchać, bez znaczenia na to, jak bardzo absurdalne to będzie. - Nie takiej odpowiedzi się spodziewał, ale poczekał, aż kobieta będzie kontynuować. - Stiles, nie zwariowałeś. Wszystko co widziałeś zdarzyło się naprawdę. Malia także nie zwariowała. Jesteś jedynym światkiem tego co się wydarzyło i tylko ty możesz jej pomóc dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. - Sięgnęła do swojej kieszeni i wyjęła z niej kartkę. Dała ją Stilesowi. - Porozmawiaj z Malią. Jesteś jej jedynym ratunkiem. Na tej kartce masz zapisany ares, gdzie musisz jechać. Tam pracuje ktoś, kto być może wam pomoże, a być może wyśle was do kogoś innego. Możesz mu zaufać.
Stiles spojrzał na kartkę. Był na niej zapisany adres kliniki dla zwierząt.
- Zaufaj swojemu instynktowi, Stiles.






            ***                  
I to by było chyba na tyle ^^
Dziękuję Wam za każdy komentarz, są one dla mnie bardzo ważne ♥
Jeju jesteście supi, naprawdę :D
Mam nadzieję, że jeśli już przeczytacie ten rozdział to również zostawicie komentarz.
Chociażby głupie "Przeczytał*m" naprawdę mnie ucieszy ^^
Wywnioskowałam po poprzednich komentarzach, że poprzednie rozdziały Wam się podobały i mam nadzieję, że ten nie będzie wyjątkiem :)
Włożyłam w niego mnóstwo czasu, ale jest.
AAAA kto ze mną czeka za napisami do nowego odcinka Teen Wolf?
Jestem pewna, że nasze dwa aniołki do siebie wrócą :3
Dziękuję wam za to, że jesteście ♥
Jeszcze raz ślicznie proszę o choćby króciutki komentarz.
Krytykę przyjmuję na klatę, a uwagi mi bardzo pomogą, jeśli takowe są :)
Kocham Was, do zobaczenia!
♥♥♥

sobota, 9 stycznia 2016

#3 Broken boy meets broken girl

            Bębniące krople deszczu zamazywały szary obraz ulicy za oknem. Pogoda już od dwóch tygodni była wyjątkowo deszczowa. Pan Stilinski skręcał właśnie w lewo, kiedy Stiles zaczął mu się uważniej przyglądać. Ostatnio często pił, ale dzisiaj był trzeźwy. Stilesa nie dziwiło zachowanie jego ojca. Zastanawiał się, czy on też by się tak zachowywał, gdyby to jego syn zwariował. Ostatnie dwa tygodnie były bardzo ciężkie. Jego tata wrócił ze szpitala kilka dni po operacji. A w domu nie czekała go ciekawa wiadomość. Kiedy przekroczył drzwi do salonu, na jednym z foteli siedziała pani Alice. Mówiła, że nie chciała go tak atakować, ale była tym zmuszona. Szeryf musiał jak najszybciej o wszystkim wiedzieć.
- Rozmawiałam z nim – Wyglądała na poddenerwowaną, ale mówiła spokojnie, aby nie wystraszyć pana Stilinskiego. - Dwa dni po pana operacji. Ale prawie mnie nie słuchał. Ciągle tylko mówił o tej dziewczynie, że jest gdzieś tam w lesie, że musimy ją znaleźć. Opowiadał o tym, jak wyglądała jej przemiana. Jest całkowicie pewien, że to mu się nie wydaje. On uważa, że to zdarzyło się naprawdę. Próbowałam mu wytłumaczyć, że to wszystko przez emocje, że bał się o pana. Ale on... - Przerwała. Bała się przyznać do czego zmierza.
- Co ma pani na myśli? Co mam zrobić? - Zadawał pytania, na które jak się domyśliła Alece, znał odpowiedzi.
- Obawiam się, że moja pomoc już tutaj nie wystarczy. Ani żadnego innego zwykłego psychologa. - Odkąd mężczyzna zaparzył jej herbatę, jeszcze jej nie tknęła. Pan Stilinski opadł ciężko na oparcie fotela.
- Co mam zrobić? - Powtórzył. Wyglądał na wykończonego. Najpierw secrce, teraz to.
- Bardzo przykro jest mi to panu mówić, panie Stilinski, ale w przypadku pana syna, potrzebna jest tutaj specjalna terapia. Najbliższym psychiatrykiem jest Dom Echa, kilka kilometrów od Beacon Hills. - Mężczyzna przetarł oczy dłonią. Kobiecie zrobiło się go okropnie żal. Ale przecież pomagała. - Niech zostanie tam na kilka tygodni. Lekarze ocenią jego stan i zobaczymy co dalej. - Wstała i zabrała swoje rzeczy. Nie miała już czasu wypić herbaty. - Życzę panu zdrowia – Następnie cichszym głosem dodała – I Stilesowi również.
Widząc, że mężczyzna nie wstaje, żeby ją odprowadzić, sama ruszyła w stronę drzwi wyjściowych. Ojciec przez całą drogę się nie odzywał. Stiles próbował coś powiedzieć, ale słowa jakoś nie chciały mu się ułożyć w zdania. Przestali rozmawiać od czasu, kiedy Stiles zaczął namawiać go, aby zaczął szukać owej dziewczyny. Ojciec nie chciał o tym w ogóle słyszeć. Ale Stiles nie ulegał. Dopiero kiedy ojciec powiedział mu, że oszalał i że zabiera go do psychiatryka, Stiles przestał nalegać. Sam zaczął się zastanawiać, czy nie zwariował. Dojeżdżali już na miejsce.

          Dom Echa to obszerny budynek, ale nie wyglądał na jednego z nowszych. Wysiedli z samochodu i po schodach weszli do budynku. W środku było niemalże pusto. Stiles domyślił się, że do tego pomieszczenia pacjęci mieli zakaz wstępu. Jego też to będzie niedługo dotyczyć. Podszedli do rejestracji. Stała przy nim młoda kobieta o sympatycznej twarzy. Czarne włosy miała spęte w kucyka, a na sobie biały kostium z plakietką.
- Dzięń dobry. W czym mogę pomóc?
- Przedwczoraj zarejestrowałem tutaj swojego syna.
Kobieta kliknęła coś na komputerze. Komputer – to jakiś postęp.
- Nazwisko?
- Stilinski.
Wpisała nazwisko, wyszukała jeszcze kilka potrzebnych rzeczy.
- Dobrze... - Sięgnęła pod ladę po średniej wielkości plastikowy koszyk. - Proszę opróżnić zawartości kieszeni. Wszystko.
Stiles zanużył dłonie do kieszeni spodni i wyjął z nich tylko gumę do rzucia i kilka papierków po cukierkach.
- Komórkę i wszystko inne zostawiłem w domu.
- Świetnie. - Skomentowała. Schowała koszyk spowrotem pod ladę. Sięgnęła teraz po klucz z jednej z szuflad. Ponownie spojrzała na ekran komputera.
- Pokój numer 159 dla pana... - Zmrużyła oczy, próbując przeczytać jego imię.
- Stiles.
- Dobrze... Zaprowadzę cię na miejsce.
Odeszła zza biurka i poszła w stronę schodów. Zatrzymała się przy nich, czekając na Stilesa. Tymczasem on wpatrywał się w swojego ojca, który wyglądał, jakby kłócił się z samym sobą.
- Nie zabrałeś swojej poduszki. Mogę po nią wrócić.
- Tato, jest okay. Dam sobie radę bez jakiejś tam poduszki.
- A-Ale ty nie możesz bez niej spać! Nie zostawię cię tutaj samego, jeśli nie będziesz mógł spokoje przespać choćby jednej nocy!
- Tato, nie spałem spokojnie ani jednej nocy od kilku tygodni...
Teraz oczy jego ojca wypełniły się lekko łzami. Nie wiedział co powiedzieć, ale Stiles nie potrzebował słów. Podszedł do swojego ojca i mocno go obiął. Po chwili poczuł odwzajemnienie uścisku. Stali tak chwilę wtulając się w siebie, aż w końcu Stiles zrobił decydujący krok w tył. Odwrócił się w stronę schodów. Kobieta wyglądała tym razem na lekko znudzoną. Stiles nabrał wątpliwości co do jej sympatyczności. Kobieta poszła przodem, po krętych schodach. Opowiadała coś Stilesowi, ale on nie słuchał. Odkluczyła drzwi z numerem 159 i gestem ręki zaprosiła go do środka.
- W komodzie masz ubrania dzienne i piżamę. Zostałeś również zaopatrzony w środki higieny osobistej. Rozpiskę co do godzin posiłków, spotkań i lekcji masz na ścianie. Są na niej również wypisane wszystkie panujące tutaj zasady. Jeszcze godzina do zamykania pokoi, a teraz rozgość się.
I zanim chłopak zdąrzył coś odpowiedzieć, kobieta zamknęła mu drzwi przed nosem.
- Super. - Rozejrzał się po pokoju. Był nijaki. Szary, a chyba jedną w nim kolorową rzeczą była różowa zasłonka. Na lewej łóżko, na przeciwko okno, na prawo komoda i kolejne drzwi. Stiles zajrzał do środka i zobaczył małą łazienkę, w której znajdowała się jedynie toaleta i umywalka. Zapewne prysznice są wspólne dla wszystkich. Położył się na plecach na niewygodnym łóżku i wpatrywał chwilę w szary sufit. W sumie, miał jeszcze godzinę. Wstał i zerknął na regulamin.
"Pacjenci podczas wolnego czasu mogą poruszać się po dziedzińcu, korytarzach jak i salonie. Zabrania się wchodzenia do czyjegoś pokoju."
Potem przyjrzał się planowi dnia. Nie był bardzo skomplikowany. Rano o 8:00 śniadanie, po śniadaniu 30 minut przerwy, terapia, zajęcia, o 15:00 obiad, po obiedzie godzina przerwy, terapia, zajęcia, czas wolny do 21:00, o tej godzinie zamykane są wszystkie pokoje. Była godzina 20:00, a Stiles nie zamierzał siedzieć w jednym miejscu. Nie tyle co nie chciał, ale nie pozwalała mu na to jego choroba ADHD jak i zwykła ciekawość. Zrzucił z siebie ubranie i założył szary komplet, który otrzymał i czarne tenisówki. Wszedł do łazienki, żeby przejżeć się w lustrze, ale nawet go tam nie było. Wyszedł z pokoju i zszedł schodami kilka pięter niżej. Rozglądał się trochę po korytarzach, ale nie było w nich nic ciekawego. Co jakiś czas tylko minął jakiś pacjentów. W końcu doszedł na parter. Na prawo zobaczył ogromne drzwi, które jak się domyślił Stiles, prowadziły do sali, w której żegnał się ze swoim tatą jeszcze chwilę temu. Tutaj było znacznie więcej ludzi. Wszyscy, oprócz terapeutów nosili podobne stroje do tego, co miał na sobie Stiles. Chłopak rozglądał się po sali, starając się znaleźć kogoś, kto wyglądałby na tyle normalnego, aby dało się z nim pogadać. Po drugiej stronie, przy regale z książkami zobaczył chłopaka. Szatyn z poterganą czupryną, troszkę przy kości i o pół głowy wyższy od niego. Stiles nigdy nie angażował się za bardzo w zdobywaniu nowych znajomości. Zawsze wystarczał mu Scott. Zbliżył się do chłopaka i stanął obok niego. Nieznajomy wodził wzrokiem po stronie książki. Zauważył Stilesa dopiero, kiedy ten się odezwał:
- Hej, co czytasz?
- "Jasper Jones"
- Ciekawa?
- Bardzo! - Chłopak niemal krzyknął podekscytowany. - Najlepsza jest końcówka!
Stiles przyjżał się uważniej książce. Chłopak nie był jeszcze nawet w jej połowie.
- Skąd wiesz jak się skończy? Czytałeś ją?
Chłopak głośno zarechotał.
- Pewnie! Dziewięć razy! - Stiles zrezygnował ze skomentowania tego. - Jesteś nowy, prawda? Jestem Oliver.
Wyciągnął jedną rękę, w drugiej ciągle trzymając książkę.
- Stiles – Ujął jego dłoń. Chyba mógłby polubić tego chłopaka.
- Co cię tu sprowadza, Stiles? - Poczuł się jak idiota, kiedy odpowiadał na pytanie:
- Wydawało mi się dwa razy, że widziałem wilka o jarzących się, błękitnych oczach. Za drugim razem wilk zamienił się dziewczynę i uciekł w głąb lasu. - Spodziewał się, że ten zacznie się z niego śmiać, albo coś powie na jego temat, ale ten tylko zapytał bez najmniejszej dyskretności:
- Była naga?
Stiles poczuł się przez chwilę nieswojo, że chłopak tak głośno zadał takie pytanie, przy tak wielu ludziach. Ale widząc, że nikt raczej nic nie usłyszał zaśmiał się cicho pod nosem.
- Pewnie.
- Ekstra. - Chłopak zamknął książkę i odłożył ją na półkę. - Chciałbym mieć takie zwidy. - Zaśmiał się. - Widziałeś dziedziniec? - Stiles odpowiedział mu kręcąc głową. - Oprowadzę cię.

          Dziedziniec znajdował się za budynkiem. Roiło się tam od ludzi w szarych ubraniach. Obaj zeszli po murowanych schodach. Oliver oprowadzając Stilesa, wskazywał palcem na różne osoby i opowiadał o tym, jak się tu znaleźli i skąd przybyli. Stiles dowiedział się, że jest tam mnóstwo osób, twierdzących, że są Jezusem.
- A tobie co jest? - Stiles zatrzymał się mniej więcej na środku dziedzińca. - Jak się tu znalazłeś? - Oliver zatrzymał się na chwilkę i zastanawiał nad czymś. Wyglądał, jakby chciał sobie przypomnieć, dlaczego tam jest.
- Jestem tu już dość długo – Przyznał – Mówią, że miałem problemy z pochamowaniem emocji. Chyba zrobiłem komuś krzywdę.
- Niczego nie pamiętasz?
- Nie. I nie myślę o tym zbyt dużo. Wypychają mi gardło tymi białymi tabletkami na uspokojenie.
Stiles wyłączył się na chwilę pogrążając się w myślach, co zdarza mu się bardzo często.

Rozejrzał się po okolicy. Dziedziniec był znacznie ładniejszy, niż wewnątrz Domu Echa.
Zmróżył na chwilę oczy próbując się przyjrzeć szczegółom w oddali. Nagle jego wzrok dostrzegł pewną dziewczynę. Stała odwrócona do niego tyłem. Ale było w niej coś znajomego... Stiles przyglądał się uważnie jej figurze, odcieniowi jej włosów. Może i był szalony, ale tak czy siak musiał to zrobić. Szybkim krokiem ruszył w jej stronę. Usłyszał, jak Oliver pyta się go, dokąd idzie.
- Hej! Hej, ty.. - Poczuł się strasznie głupio, że właśnie tak krzyczał na dziewczynę, ale nie znał jej imienia. Dziewczyna odwróciła się w jego stronę i spojrzała na niego. Stiles zatrzymał się gwałtownie – Hej... - Jak zwykle odebrało mu mowę – Wiem, że to dziwne pytanie, ale czy my się wcześniej nie spotkaliśmy? - Dziewczyna patrzyła się na niego zakłopotana. Stiles zaryzykował i wreszcie zadał dręczące go pytanie – Nie spotkaliśmy się przypadkiem w lesie dwa tygodnie temu? - Uderzony pięścią runął na ziemię zdezorientowany. Dziewczyna już szykowała się, aby ponownie się na niego rzucić, ale wtedy przez dziedziniec przedarł się krzyk jakiegoś mężczyzny:
- Malia! - Stiles zobaczył jak ten łapie ją i próbuje unieruchomić jej ręce. - Jeszcze jeden taki wybryk, pani Tate, a nie skończy się to dla pani dobrze.
Stiles poczuł, jak silne ręce podnoszą go z ziemi. Nie był to jednak pomocny uścisk.
- Hej, hej! To ona mnie uderzyła!
Mężczyźni zaczęli wyprowadzać go z dziedzińca. Ku uldze chłopaka, zaprowadzili go do jego pokoju. Stiles usiadł na łóżko, próbując pozbierać myśli. Głowa go strasznie bolała, jak i policzek. Skąd on znał te nazwisko? Przez dobre 20 minut powtarzał w kółko:
Malia Tate. Malia Tate. Malia Tate. Malia Tate. Malia Tate.
Aż w końcu olśniony wyprostował się.
Ta Malia Tate.







~ Hello, my Werecuties ♥ ~

Mam ogromną nadzieję, że rozdział Wam się podobał.
Wcale nie jest 00:44 XDD
Ah, ta wena, kiedy jej potrzeba, to jej nie ma, a kiedy jest, to zawsze w nieodpowiednim czasie :)
Właśnie mnie mama zaczęła wyzywać, ale ciii xd
Dziękuję Wam za każdy komentarz, bo to właśnie one mnie zmotywowały do napisania tego rozdziału. I zachęcam oczywiście do komentowania, bo to komentarze dają wenę.
Więcej komentarzy --> większa wena --> szybciej rozdziały   <3
Dziękuję Wam, że jesteście ♥
Dobra idę spać, dobranoc :D
xoxoxo