Muzyka

niedziela, 6 marca 2016

#5 Your inner Wolf

          Stiles siedział na swoim łóżku, w palcach trzymając mały świstek papieru z napisanym adresem klinki dla zwierząt, którego dostał od pani Marin. Jeszcze pół dnia temu Stiles był prawie całkowicie pewny, że zwariował, a teraz znalazły się dwie osoby, które mówią mu, że to wszystko zdarzyło się naprawdę.
"Zaufaj swojemu instynktowi".
Ale czy jego instynkt go nie zwiedzie? Niedługo miała być cisza nocna. Czekał na moment, kiedy pielęgniarka zajrzy do jego pokoju, sprawdzając, czy jest w nim Stiles, a potem zamknie pokój za pomocą klucza w kształcie karty bankomatowej. Stiles po zajęciach szukał Malii dłuższy czas, ale zobaczył ją dopiero na stołówce podczas obiadu. Dostrzegł ją po drugiej stronie stołówki, siedzącą w kącie, obserwującą zamieszanie panujące w pomieszczeniu, szturchając widelcem kawałek mięsa. Zobaczyła Stilesa gdy tylko zaczął się do niej zbliżać. Usiadł na miejscu przed nią, dziewczyna wzrok miała wbity w kotlet, którego kłuła widelcem.
- Twarde i bez smaku. - Nie przerywała zajęcia. Wbiła tym razem widelec tak mocno, że ugrzązł w kawałku mięsa – Zupełnie jak podeszwa.
- Jadłaś kiedyś podeszwy? - Kiedy dziewczyna spiorunowała go wzrokiem, ugryzł się lekko w język. Żart o gryzieniu butów mógł wydawać się dla niej uszczypliwy, w szczególności dlatego, bo sama twierdzi, że przez 10 lat była praktycznie psem. - Musimy pogadać.
Drzwi się lekko uchyliły, a przez szparę do środka zajrzała jedna z pielęgniarek. Zamknęła za sobą drzwi, po czym dało się usłyszeć kliknięcie i krótki, piszczący dźwięk.Teraz musiał czekać, aż przyjdzie pani Marin, aby otworzyć mu drzwi. Podczas rozmowy z Malią, Stiles powiedział jej wszystko, czego dowiedział się od pani Marin. Powiedział, że ona myśli, że Stiles może mieć coś wspólnego z przemianą Malii i że zna kogoś, kto może im pomóc dowiedzieć się, dlaczego i jak stało się to co się stało. Dziewczyna była bardzo zdeterminowana. Mieli spotkać się z niejakim Alanem Deatonem jeszcze tej nocy, a pani Marin pozwoli im niezauważalnie się wymknąć. Minęło dziesięć minut, a po tym czasie do środka weszła pani Marin. Trzymała coś w rękach, a potem położyła to na jego łóżko. Stiles po chwili zauważył, że połową rzeczy były jego ubrania, a drugą połową ubrania damskie.
- Na dworze jest zimno, nie wyjdziecie w tym – Zmierzyła Stilesa. Chłopaka to rozbawiło. Była bardzo młoda, a zachowywała się jak matka. Albo jak pani McCall. - Będę musiała coś załatwić, także weź to – Wyciągnęła klucz w jego stronę, a on go przejął. - Przebierz się i zanieś Malii ubrania dla niej. Przyniosłam jej trochę swoich ubrań. Kiedy przyszła tutaj po raz pierwszy, miała na sobie sukienkę, prawdopodobnie po swojej mamie, ale w tym jej będzie cieplej. Jej pokój jest pod numerem 122.
- Dziękuję. - Pani Marin odwróciła się na pięcie, przymykając za sobą drzwi. Stiles przebrał się szybko, chwycił ubrania dla Malii i zamknął za sobą pokój. Zszedł piętro niżej i stanął pod drzwiami z numerem 122. Czuł silny przypływ adrenaliny i czystej ciekawości. Otworzył drzwi, czemu towarzyszyło ciche piknięcie. Powoli wszedł do środka. W środku paliła się jedynie mała lampka na komodzie. Pokój w środku wydawał się być taki sam, jak u Stilesa. Malia siedziała po turecku na swoim łóżku, ale kiedy tylko go zobaczyła, od razu się zerwała.
- Od Marin – Wyciągnął ubrania w stronę dziewczyny, ta zabrała je od niego i niedbale rzuciła na łóżko. Chwyciła się za spód koszulki i zdjęła ją przez głowę. Stiles widział tylko jej plecy, ale powoli obrócił się do niej tyłem. Poczuł się zmieszany, a dziewczyna, jakby to wyczuwając lekko się zaśmiała. Ubrana już w szary sweter i dżinsy, minęła Stilesa i wyszła z pokoju. Stiles zrobił to samo i wychodząc zakluczył za sobą drzwi. Zeszli na parter. Znajdowali się w pomieszczeniu, w którym Stiles poznał Olivera. Jedyne, co musieli teraz zrobić, to czekać, aż pojawi się pani Marin. Malia usiadła na jednym z tapczanów, umieszczonych pod ścianami. Stiles zajął miejsce koło niej. Zegar na prawo pokazywał 21:40. Siedzieli chwilę w ciszy, którą Stiles chciał przełamać, rozpoczynając jakiś temat, ale trudno było nie wypaść na idiotę przy tej dziewczynie.
- To... Może opowiesz mi coś o sobie?
- Wszystko czego potrzebujesz wiedzieć, możesz przeczytać w gazetach.
- Nie chodzi mi o twoją przeszłość.
- A więc o co? Wszyscy tylko o to mnie pytają.
Stiles popatrzył się na chwilę na nią. Jej wielkie, brązowe oczy w mroku wydawały się być czarne. Długie, brązowe, lekko falujące się włosy otulały jej policzki, wydatne, ciemne usta pozbawione uśmiechu.
- Chcę wiedzieć jaka jesteś. Chcę wiedzieć co lubisz, czego nie lubisz. Chcę wiedzieć jaki jest twój ulubiony kolor, czy lubisz pizzę, czy wolisz noc od dnia, albo na odwrót.
W tym momencie Malia lekko drgnęła. Naciągnęła rękawy, chowając w nich swoje dłonie, które najwyraźniej chciała rozgrzać. Widząc pytający wzrok Stilesa, powiedziała:
- Mówiłam ci, że zawsze jestem zmarznięta.
Stiles doskonale wiedział, że ryzykuje życiem, ale wyciągnął swoje ręce i otulił swymi dłońmi jej dłonie. Malia drgnęła zaskoczona, ale nie zabrała rąk.
- Rzeczywiście zimne – Dziewczyna po raz pierwszy się zaśmiała. Jej śmiech był cichy, ale przyjemny. Siedzieli przez chwilę w ciszy, aż w końcu odezwała się Malia:
- Lubię las. - Stiles uniósł głowę i spojrzał na dziewczynę. Wzrok miała rozmarzony, ale nadal wpatrywała się w podłogę. - Przez dziesięć lat był moim jedynym domem. I lubię księżyc. - Stiles się zamyślił. A jeśli to wszystko, to rzeczywiście prawda? Czy to wszystko miało miejsce? Czy Stiles miał w tym jakiś udział? Mocniej zacisnął swoje dłonie na dłoniach Malii. Zdąrzyły się już lekko ogrzać. - Co to jest pizza? - Zapytała nieoczekiwanie. Stiles właśnie miał jej wyjaśnić, czym jest pizza, ale w tym momencie schodami na dół zeszła pani Marin. Malia szybko zabrała swoje ręce i podeszła do kobiety. Stiles poszedł w jej ślad.
- Zabiorę was do kliniki, ale nie zostanę tam z wami. Będę musiała tu jak najszybciej wrócić, aby dopilnować, żeby nikt nie zobaczył waszej nieobecności. Za mną.
Pani Marin wyjęła z kieszeni pęk kluczy, wybrała odpowiedni i otworzyła wielkie drzwi. Za nimi znajdowało się pomieszczenie, w którym Stiles ostatni raz widział swojego ojca. Pani Marin przeszła przez pomieszczenie do drzwi frontowych. Je również otworzyła odpowiednim kluczem, cicho, aby nie zrobić hałasu. Przepuściła przed siebie Stilesa i Malię i zamknęła za sobą drzwi. Zaprowadziła ich do swojego samochodu. Stiles nie miał większego wyboru i usiadł na tylnym siedzenie. Przez większość drogi pani Marin rozmawiała tylko z Malią. Zadawała pytania przede wszystkim dotyczące jej przemiany w wilka i spowrotem w człowieka. Klinika była jakiś kilometr od Domu Echa. Gdy tylko wysiedli z samochodu, pani Marin zawróciła. Budynek był niewielki, zbudowany z beżowej cegły, a na szybce wisiała plakietka "Zamknięte". Stiles lekko westchnął. Ukucną pod drzwiami i spojrzał na dziurkę od klucza.
- Nie masz jakiejś spinki, albo czegoś?
- Po co?
Stiles wstał i spojrzał uważnie na drzwi. Zrobił rozbieg i pobiegł w ich stronę, jednak Malia z dziką siłą i szybkością wyciągnęła rękę, zatrzymując go przed drzwiami. Popatrzyła na Stilesa poirytowana.
- Chcesz wyważyć drzwi?
- A co, masz jakiś lepszy pomysł?
Malia zabrała rękę z jego klatki piersiowej i zrobiła krok w stronę drzwi. Nadusiła na klamkę, a drzwi same się otworzyły. Weszła do środka, a Stiles podążył za nią.
- Dzięki Bogu. Naprawdę myślałem, że będę musiał zderzyć się z tymi drzwiami.
          W środku było cicho, było słychać jedynie cichy szmer w następnym pomieszczeniu. Przy jednym z blaszanych stołów stał mężczyzna o ciemnej karnacji. Trzymał na rękach małego, białego królika. Mężczyzna zabrał wzrok ze zwierzęcia i spojrzał teraz na Malię, a następnie Stilesa.
- Dobry Wieczór. Dobrze, że już jesteście. - Schował małego pupila do klatki i odłożył na jednym z mniejszych stołów za sobą. - Nazywam się Alan Deaton. Słyszałem o twoim przypatku, Malio Tate i myślę, że mógłbym ci pomóc, albo chociaż nakierować na dobry ślad.
- Czego pan ode mnie potrzebuje?
-Tylko kilka odpowiedzi.
Stiles przyglądał się uważnie całej sytuacji.
- Przecież ja pana znam! Pan jest szefem Scotta, prawda?
- Zgadza się. -Przytaknął mężczyzna.
- Niech zgadnę, pana zawodem jest ratowanie zwierząt, ale w wolnym czasie lubi pan również pomagać wróżkom ze złamanymi skrzydłami, albo wampirom z hemofobią?
- Wróżki nie posiadają skrzydeł – Widząc minę Stilesa, dodał – Do tego Wróżki to potoczna nazwa, tak naprawdę nazywają się one Ferie.
- No jasne, przecież to takie oczywiste...
Deaton się zbliżył.
- Widziałeś nadprzyrodzoność na własne oczy, a nadal nie wierzysz?
Stiles się nie odezwał, sam nie wiedział już w co wierzyć. Deaton usiadł na jednym z krzeseł i oparł się o metalowy stół.
- Dobrze, Malia. Najważniejsze w tym momencie są odpowiedzi.
- Pytaj. - Wzruszyła ramionami. Usiadła na krześle i oparła się łokciami o blat stołu. Stiles widział w niej lekkie spięcie.
- Tamtego dnia, kiedy był wypadek...
- Nie było żadnego zwierzęcia na drodze. Po prostu nagle zaczęło się coś ze mną dziać. Rzuciłam się najpierw na siostrę, a potem na matkę. Wjechaliśmy w drzewo, a potem jak odzyskałam kontrolę, zdałam sobie sprawę co się stało i uciekłam.
- Sprawdziłem w internecie, że w dniu wypadku księżyc był w pełni. Moje kolejne pytanie: czy nie napiłaś się kiedyś z kałuży, albo czy ktoś cię nie ugryzł? Zazwyczaj tak właśnie można się przemienić: poprzez ugryzienie, albo wypicie wody deszczowej z odcisku po łapie wilka.
- Chyba nie myśli pan, że ona jest wilkołakiem!? To niedorzeczne!
Deaton i Malia w tym samym czasie rzucili Stilesowi zirytowane spojrzenie.
- No dobra, już się zamykam.
Malia pokręciła głową.
- Pamiętałabym, gdyby ktoś mnie ugryzł. Zanim stałam się wilkiem, ani razu nie napiłam się z kałuży. Kolejne pytanie.
Deaton zastanowił się chwilę, zanim odpowiedział.
- Czy jesteś pewna, że obaj twoi rodzice są twoimi rodzicami?
- Oczywiście, że tak.
- Bo widzisz, gdyby twoi rodzice wiedzieli o twojej zdolności, to na pewno by cię o tym powiadomili.
- To są moi rodzice. Czy istnieją na to jeszcze inne rozwiązania?
Stiles miał powoli dosyć siedzenia w tym pomieszczeniu. Każde wypowiedziane tam słowo było nierealne, ale jednak małą cząstką siebie wiedział, co widział.
- Jest jeszcze jedno rozwiązanie. Musiałoby to być zaklęcie rzucone przez bardzo potężnego Czarownika.
- No jasne... Czarownicy...
- To zaskakujące jak bardzo małej wiary jesteś. - Doktor zwrócił się do Stilesa.
- Zna się pan na zaklęciach? – Malia najwyraźniej zignorowała zachowanie Stilesa. Patrzyła błagalnie na Deatona.
- Niewiele, skarbie. Ale mogę choćby zobaczyć, czy twój wewnętrzny wilk porzucił twoje ciało, czy nadal w nim jest.
Oczy Malii się rozszerzyły, wstała tak szybko, że niemal obaliła krzesło, na którym siedziała. Deaton wstał i wyjął z jednej z szuflad strzykawkę, do której wlał płyn o fioletowej barwie. Obrócił się w stronę Stilesa i Malii, ale to Stiles zrobił krok do tyłu.
- Co to do cholery jest!?
- Substancja zawierająca tojad, inaczej wilcze ziele. Wstrzyknę odrobinę Malii. Jeśli jej wewnętrzny wilk ciągle w niej jest, zobaczymy jego postać, jeśli już go w tobie nie ma, nic ci się nie stanie.
Stiles patrzył się na strzykawkę, jakby zaraz miał zemdleć. Malia zrobiła krok w stronę Deatona.
- Jestem gotowa.
- O Boże! - Stiles automatycznie odwrócił się tyłem do sytuacji.
- Jeśli chcesz poznać prawdę i zaufać swojemu instynktowi, musisz się odwrócić.
Stiles wziął kilka wdechów i odwrócił się w stronę Deatona i Malii. Mężczyzna podniósł lewą dłoń i chwycił dziewczynę za szyję. Malia przechyliła głowę na swoje prawo, opierając ją o rękę Deatona, tym czasem jego prawa ręka, w której trzymał strzykawkę uniosła się na poziom szyi Malii, a długa, gruba igła zanurzyła się w jej skórze. Deaton wcisnął strzykawkę i fioletowy płyn powoli wlał się w ciało dziewczyny. Malia się spięła, jej twarz przybrała wyraz bólu, z gardła zamiast krzyku wydobył się ryk, wysunęły się ostre kły, a oczy przybrały niebieską barwę. Kolor Oceanu Arktycznego, zimny i głęboki, błyszczący niczym Gwiazda Poranna. Takich oczu się nie zapomina.
Stiles na ten widok odskoczył do tyłu. Malia wyrwała się z rąk Deatona, a jej twarz wróciła do normalności. Zgięła się w pół i zaczęła kaszleć, z trudem próbując złapać oddech.
- C-co to było!? - Stiles nie odrywał wzroku od kaszlącej dziewczyny, potem przerażony spojrzał na doktora Deatona.
- To był Wilk, chłopcze. Przecież poznajesz?
Malia chwyciła się teraz metalowego blatu i powoli zaczęła się prostować. Na twarzy była cała czerwona, zawartość w strzykawce musiała źle na nią podziałać.
- Wiem co powinniście zrobić – powiedział mężczyzna. Popatrzył się troskliwie na Malię, upewniając się, czy wszystko już w porządku. - Malio, jeśli chcesz pozbyć się swojego wilka, będziesz musiała spotkać się z kimś... Potężniejszym ode mnie.
Malia wzięła kilka głębokich wdechów zanim odpowiedziała:
- Nie chcę się go pozbyć. Chcę się znowu nim stać.
Stiles popatrzył na nią całkowicie zbity z tropu. Nie miał pojęcia, że dziewczyna chce wrócić do bycia wilkiem.
- Skoro twierdzisz, że twoi rodzice są twoimi rodzicami, nie zostałaś nigdy ugryziona, nie napiłaś się deszczówki z odcisku po wilczej łapie... Pozostał ostatni sposób, jakim jest zaklęcie. Znam pewnego Czarownika. Twoja historia jest bardzo ciekawa, więc może pomoże wam bez konieczności zapłaty.
- Wam? Co mnie takiego z tym wszystkim łączy?
- Spotkałeś ją po raz pierwszy w dzień jej przemiany i po raz kolejny, kiedy przy tobie zamieniła się w człowieka. To nie może być przypadek. W jakiś sposób należysz do tej historii, a teraz musicie razem to zakończyć. Czarownik o którym wspomniałem nazywa się Magnus Bane. Jest on Wielkim Czarownikiem Brooklynu. Być może pozwoli Malii ponownie stać się wilkiem i pomoże wam odnaleźć osobę, która rzuciła na nią zaklęcie. Podam wam jego adres, lepiej zabierz ze sobą swojego Jeepa, Stiles. Pod waszą nieobecność, Marin zadba o to, aby nikt nie dowiedział się o waszym zniknięciu. I nie jedźcie sami, lepiej żebyś zabrał tam kogoś komu ufasz. - Zwrócił się do Stilesa.
- Czyli mam iść teraz do swojego domu po Jeepa i jechać do Brooklynu?
- Twój ojciec przekazał Scottowi twojego Jeepa na czas kiedy jesteś w Domu Echa, myślę, że to do niego powinieneś się zwrócić, aby jechał z tobą.
- Mój ojciec co zrobił!?
- Przenocujecie tutaj, rano zjawi się Scott i opowiesz mu całą historię. Podczas takiej sprawy powinieneś mieć ze sobą przyjaciela, Stiles.
Deaton wyszedł, a kiedy wrócił, przyniósł dwa materace, śpiwory i poduszki. Stilesa bolała głowa, kiedy myślał o tym, jak bardzo popieprzone się to wszystko stało. Wilkołaki, Czarownicy, Ferie... Minęła godzina 2:00, a Stiles dalej nie mógł spać. Bo w końcu jak zasnąć, kiedy dwa metry od ciebie leży dziewczyna-wilkołak? Obserwował, jak ciemne włosy okrywały jej twarz, kiedy spała. Malia poruszyła się i dopiero wtedy Stiles zobaczył, że ona również nie śpi, a przez cały czas jej oczy były przymknięte.
- Też nie możesz spać? - Malia się nie odezwała, ale odpowiedź była oczywista. Stiles przegryzł wargę – Opowiedzieć ci bajkę?
- Po co miał byś to robić?
- No nie wiem... Żebyś zasnęła, to chyba pomaga...
Dziewczyna wzruszyła ramionami i odwróciła się do niego plecami.
- Jak chcesz.
Stiles się rozchmurzył. Ułożył się na plecach i wpatrując w sufit, zaczął opowiadać.


- Dawno, dawno temu w odległej galaktyce...






Cześć, Kojoty ♥
Rety, mam nadzieję, że ten rozdział nie był do dupy :c
Pod ostatnim rozdziałem było trochę mniej komentarzy, ale mam nadzieję, że się Wam podobał c:
A co myślicie o tym rozdziale? Koniecznie skomentujcie, piszcie co myślicie, poprawki mile widziane c: Zostawcie po sobie choćby "Przeczytał*m", żebym widziała ile osób czyta moje ff.
I napiszcie mi, czy przypadkiem ten rozdział nie był.. jakby to powiedzieć... "mętny"?
Idę się uczyć chemii :'c Możecie mi zostawić świeczkę w komentarzu XD
Dziękuję za przeczytanie, do zobaczenia ♥
XOXOXO

3 komentarze:

  1. O mój Boże, Magnus Bane! ������ Nie dość, że TW to jeszcze DA! Świetne ��������

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG Magnus! Połączyłaś DA i TW kocham <3 Cudowne :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział :*
    Czekam na next ♡

    OdpowiedzUsuń